Pamiętam, że moja żona nie była zachwycona, gdy jakieś siedem lat temu wydałem kilkaset złotych na multitoola Leathermana. Wiecie, jak to jest z maniakami noży. Większość z nich nigdy ich nie używa. Narzędzie po prostu leży w szufladzie i zbiera kurz. 

Czym tak właściwie są narzędzia Leathermana? Typowy multitool przypomina nieco większy scyzoryk, który posiada jednak znacznie więcej funkcji. Podstawową funkcją większości narzędzi są kombinerki. Każde skrzydło uchwytu kombinerek kryje w sobie dodatkowo wiele innych narzędzi. W Charge`u mamy m.in. nóż zwykły i ząbkowany (oba z nierdzewnej stali narzędziowej 154CM – jednej z najpopularniejszych stali używanych przez największych i najbardziej liczących się producentów noży na świecie), pilnik do metalu i drewna, pilnik diamentowy, nożyczki, śrubokręt płaski, gniazdo do bitów (oraz zestaw końcówek), otwieracz do konserw, otwieracz do kapsli oraz jeszcze kilka innych. Sami widzicie, że nie ma żartów. Warto przy tym nadmienić, że narzędzie posiada gwarancję producenta na okres 25 lat!

Wygląda to mniej więcej tak:

Zanim napiszę swoje wnioski, przedstawię jeszcze zarys historii firmy Leatherman, aby łatwiej było nam zrozumieć ich filozofię.

Jak głosi legenda, Tim Leatherman, absolwent mechaniki inżynieryjnej na Uniwersytecie Oregon, odbył podróż po europie (odwiedził także Polskę) za kółkiem jakiegoś starego rupiecia, który co chwilę wymagał napraw. Oczywiście musiał w tym celu wozić ze sobą cały warsztat. No, może nie dosłownie. Miał pewnie całą skrzynkę rozmaitych narzędzi. Wtedy podobno miał wpaść na pomysł stworzenia jednego narzędzia, które mogłoby zastąpić wiele innych. W 1982 r. założył firmę wraz ze swoim kumplem ze studiów. Zajęli się – a jakże – produkcją multitooli. Od tego momentu wytrwale i bezkompromisowo budowali markę Leatherman, którą zna cały świat. Znają ją podróżnicy, żołnierze, spece od IT oraz astronauci.

No więc jak mi się użytkuje Charge`a?

Jest to jedyny (oprócz Victorinoxa) mój nabytek nożopodobny, który nie spędza większości czasu w szufladzie. Sięgam po niego dość regularnie (1-2 w miesiącu…   nóż myśliwski Cold Steela zwykle wychodzi z szuflady raz do roku). Niejeden raz okazał niósł mi pomoc w rozmaitych, dziwnych sytuacjach, jak i w standardowych, życiowych problemach (rozkręcenie komputera, wyciągnięcie gwoździa etc.).

Co ciekawe w 2009 robiłem nim dość ciężką robotę i miałem obawę, że nie da rady. W pewnym momencie pogodziłem się, że dojdzie do uszkodzenia i chciałem skorzystać z możliwości reklamacji. Ale nic takiego się nie wydarzyło. Mój Charge służy mi wiernie do dziś. Jeżeli chodzi o sprzęt, była to jedna z najlepszych inwestycji EVER!

fot. Randy McRoberts, CC BY 2.0

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s